poniedziałek, 10 maja 2010

La Vie en rose

Dziś coś mniej rockowego niż w wcześniejszych postach. Chcę przybliżyć kilka coverów wspaniałej piosenki Edith Piaf. Co do samej Edith - jej biografia to temat na osobnego posta. Mogę polecić film biograficzny "Nie żałuję niczego", ze wspaniałą muzyką i bogato opowiedzianym, dość burzliwym życiem artystki.
"La Vie en rose", czyli po angielsku "Life in pink" to chyba jeden z najsłynniejszym utworów francuskiej artystki. Popularność zyskał w 1946 roku, czyli dawno temu jak dla mnie...Ale jego popularność do dziś, świadczy o klasie piosenki i wokalistki.


Liczba coverów przekracza ilość moich palców u rąk i nóg, dlatego też zdecydowałem się umieścić te które znam i lubię;)
Zacznę od wersji Marlene Dietrich, piękny niski głos - aż ciarki przechodzą po plecach, nie dziwię się wcale, że była tak popularna w swoich czasach i właściwie jest do dziś.


Kolejne wykonanie należy do mistrza trąbki Louisa Armstronga, tekst śpiewany jest po angielsku, ale nie traci nic ze swojego pierwotnego uroku.


Następny cover należy do Królowej Soul Arethy Franklin, piosenka znowu po angielsku, zaśpiewana na koncercie w Paryżu w 1977r.


Na koniec moja ulubiona wersja w wykonaniu Madeleine Peyroux, z płyty Half The Perfect World. Tekst oryginalny - francuski, akordeon i skrzypce czyli to co lubię;)

wtorek, 4 maja 2010

Guns of Brixton

Dzisiejszy post poświęcę chyba najsłynniejszemu kawałkowi grupy The Clash - "Guns of Brixton". Utwór ukazał się na płycie "London Calling" w 1979r. Treść piosenki dotyczy problemów dzielnicy Londynu - Brixtonu. Chodziło o problemy na tle rasowym, starcia z policją czy przestępczość, wywołanymi częściowo przez recesję gospodarczą tamtego okresu (Paul Simonon, autor tekstu tam się właśnie wychował). Sama geneza piosenki jest jednak mniej "szlachetna". Simonon napisał ją dla tantiemów, ponieważ do tej pory nie napisał dla zespołu żadnej piosenki i główną kasę za kawałki dostawali jego koledzy z grupy. Simonon potwierdził to w wywiadzie dla Bassist Magazine: "You don't get paid for designing posters or doing the clothes, you get paid for doing the songs." Wydaję mi się, że cel Simonona został osiągnięty, patrząc na popularność kawałka.


Jak można się domyśleć, "Guns of Brixton" doczekał się też wielu coverów, dzięki czemu post ten w ogóle powstał;) Skupię się na, wg mnie, najciekawszych wersjach.
Zacznę od mojej ulubionej, rodzimej wersji, czyli koncertowej aranżacji Pidżamy Porno i Marcina Świetlickiego, która ukazała się na płycie Koncertówka 2. Drugi szczyt w 2003 r. Kawałek składa z oryginalnego tekstu śpiewanego przez Grabaża z wplatanymi wstawkami wolnego tłumaczenia Świetlickiego. Tekst Świetlickiego został przeniesiony na polskie realia i dotyczy słynnej, krakowskiej dzielnicy - Nowej Huty...:) Stąd też wziął się tytuł kawałka: "Chłopcy z Huty".


A teraz coś w zupełnie odmiennym stylu, spokojny i według mnie niezbyt udany cover wykonany przez zespół Nouvelle Vague, ukazał się na płycie Nouvelle Vague I w 2004 r. Taki styl nie bardzo oddaje klimat kawałka.


Następna wersja wykonana została przez niemiecką kapelę punkową Die Toten Hosen na koncercie unplugged. Spokojna , akustyczna wersja, warto się z nią zapoznać.


Oczywiście Pidżama Porno nie jest jedynym zespołem który, wymienię. Również Kazik & Buldog wykonują Guns of Brixton na koncertach:


I na koniec nie bezpośredni cover, ale kawałek mimo to wart uwagi. Chodzi o hip-hopowy hit "What's Your Number?" ekipy Cypress Hill, w którym została wykorzystana oryginalna linia melodyczna "Guns of Brixton"